1 kwietnia 2010
Versace Man Eau Fraiche – mężczyzna w bukiecie róż…
Po niezbyt sympatycznych przygodach z ostatnimi perfumami od Versace, po świeżaka sięgałem z pewną taką nieśmiałością… Z jednej strony zachwyty gawiedzi na różnej maści portalach wskazywały na cud, miód i orzeszki z drugiej… średnia wieku w okolicach 19-ki nie wróżyła nic szczególnego.
Postanowiłem jednak podejść do wody bez uprzedzeń, a oto rezultat moich zmagań z zapachem.
Otwarcie to koncert na jedne skrzypce – cytryna szybko zanika, karambola – szczerze mówiąc nawet nie wiedziałem co to jest – ale szybki look w wikipedię i… no tak …ale przecież tego się nie używa w perfumiarstwie!? Pewnie dlatego jej nie wyczuwam. Za to wyczuwam prawdziwą moc w postaci róży. Jej aromat jest dominującym akordem całego zapachu, pomimo przechodzenia przez poszczególne nuty jest najbardziej wyczuwalna. Interesujące, szczególnie, że pojawia się w niezbyt trwałej głowie i nie zanika, ale jest przenoszona do samego końca przez wszystkie inne składniki, które tworzą jakby podstawę dla niej. I dlatego szałwia i cedr w sercu są mało wyczuwalne, przynajmniej w porównaniu do róży. Zejście już tylko przeciąga naszą bohaterkę w nieskończoność, gdyż trwałość zapachu jest porażająca, na mojej skórze – czułem go nawet na drugi dzień, po kąpieli! A może zdziałała pamięć zapachowa? Zdarza się, że czuję woń nie mając jej dawno na sobie – tak, jakbym się nią właśnie przed chwilą skropił.
Wypadało by powiedzieć coś jednak o samej perfumie, a przede wszystkim czy jest „ładna”?
Tak, jest „ładna”. Nie da się ukryć, że pomimo trochę dziwnej konstrukcji pachnie dobrze. Jednak jedna uwaga. Róża w tym Versace jest bardzo chemiczna i jeszcze bardziej metroseksualna. To zapach zarówno dla panów jak i dla pań. Czy to wada? Dla mnie tak. Na tyle, żeby wykluczyć ten aromat, aczkolwiek należy wyraźnie powiedzieć – nie jest zły. Dla większości – będzie dobry lub nawet bardzo dobry. Po prostu znam zapachy męskie oparte na róży, czy też mające ją w swojej kompozycji i używające jej znacznie ciekawiej pod każdym względem, świetny jest tu Desire Dunhilla. I to właśnie nie pozwala mi zaliczyć tej wersji tego pięknego kwiatu do intrygujących.
Dla kogo? Dla młodych. Na kiedy? Na lato, codziennie. Cena? Włoska, czyli drogo.
Zdecydujcie sami.
Nuty:
Umysł: biała cytryna, drewno różane, karambola.
Serce: liście cedru, szałwia.
Baza: ambra, piżmo, drewno klonowe.
Autor: Belor
Ocena:
Zobacz też:
- Versace pour Homme – Szałwii szał - 15/03/2010
Versace mnie zaskakuje. Dosyć niesympatycznie zresztą. Raz wypuszcza takiego „Dreamera”, w którym jest pomysł ale wykonanie psuje cały efekt, innym razem pięknie się rehabilituje i możemy się zawąchiwać w bardzo dobrym „Man”-ie. A tym razem spotkałem się z kolejnym zapa... - Głęboki Błękit od Jacomo - 17/05/2010
To już moje drugie spotkanie z zapachem od Jacomo. Poprzedni - „Rouge” był bardzo pozytywną niespodzianką, która zaoferowała naprawdę wiele za bardzo niewiele. Z dużą ciekawością sięgnąłem więc po drugą wodę tej firmy, a mianowicie „Deep Blue”, równocześnie zastanawiają... - Aigner no2 – Men znaczy Men - 01/03/2010
Męska klasyka w najczystszej formie. Zarówno przedział czasowy – zapach z 1976 roku, jak i skład - „czysto” męskie akordy, a również i sam zapach. Sięgnąłem po tester z zaciekawieniem, bo marka Etienne Aigner w naszym kraju raczej nie jest szeroko znana, a robi perfumy ... - Chopard pour Homme – Współczesna nijakość w każdym calu - 28/01/2010
... w zasadzie powinno być mililitrze, bo przecież mówimy o wodzie, a nie czym innym, ale niech tak już zostanie. Do rzeczy! Tytuł powinien powiedzieć wam dokładnie wszystko, co trzeba wiedzieć o tym zapachu, żeby jednak dopełnić „recenzenckiego” obowiązku kilka słów na... - Bulgari Blu pour Homme – I’m blue..? - 06/04/2010
Moje dotychczasowe spotkania z zapachami marki Bulgari nie wypadły pomyślnie. Wonie te są bardzo ściśle określone. Mydlane, mętne, często mdłe. Przynajmniej mój odbiór jest taki. Blu to zgodnie z nazwą perfum zamknięty w gustownej, prostej butelce zamkniętej eleganckim ...








Odwiedź moją stronę
Kwiecień 1, 2010
Link
Autor interesująco i ładnie pisze, tylko… „ta perfuma” STRASZLIWIE razi :/ Nie ma czegoś w słowniku od czasu Polski szlacheckiej…
Odwiedź moją stronę
Kwiecień 1, 2010
Link
Celowo i z bluźnierczą premedytacją autor naprzemiennie używa słów perfum/perfuma/perfumy… A czemu? Ano z kilku powodów – nie ma dobrego tłumaczenia tego słowa na „nasze”, perfuma jest słowem ładnym i estetycznym, perfum logicznym, a perfumy banalnym, choć „poprawnym”. A słownik… cóż zmienia się. I nie dla każdego jest wyrocznia ;)
autor
Odwiedź moją stronę
Kwiecień 2, 2010
Link
No cóż… osobiście uważam, że jeśli piszemy po polsku i w dodatku publikujemy to na „forum” to powinniśmy trzymać się wytycznych ;)
A jeśli autor uważa inaczej, to proponuję pod każdym tekstem umieścić komentarz wyjaśniający taki, jak w odpowiedzi, bo „normalny” zjadacz chleba, który zna i rozumie zasady poprawnej polszczyzny od razu uzna to za „nieprofesjonalizm”…
http://www.obcyjezykpolski.interia.pl/?md=archive&id=281 – cosik do poczytania
Odwiedź moją stronę
Kwiecień 6, 2010
Link
Podany link dostarcza ciekawych przemyśleń. „(nawiasem mówiąc, drugą formę zamieszczał w swym Słowniku etymologicznym z 1927 r. Aleksander Brückner)” – i zmieniło się. I dalej „A zatem jeśli ktoś posługuje się obecnie formą (ta) perfuma, to od biedy może jej bronić i powoływać się na samego mistrza Adama (pamiętajmy jednak, że Co wolno Mickiewiczu, to nie tobie, Nitschu – że przypomnę pewną historyjkę sprzed wielu lat rodem z polonistyki na UJ).” A podane jest jeszcze kilka wcześniejszych form, które szczególnie w rodzaju żeńskim występowały i to w słownikach. I teraz pytanie – jeśli za 20 lat zmieni się znowu i do powszechnego użycia wejdzie inna forma to co wtedy? Uczono mnie w szkole mówić radio – bez odmiany, dziś odmieniamy przez przypadki ten wyraz. Czy źle mnie uczono? Nie, WTEDY to było poprawne, a przecież już wtedy można było odmieniać, ale nasz polonista źlił się straszliwie, kiedy ktoś nieopatrznie to zrobił i cóż mu z tego przyszło? Osobiście wolę się bawić językiem niż mówić o profesjonalizmie, odwołując się do nie w pełni jednoznacznych( mimo wszystko), aktualnie panujących form. pozdrawiam,
Odwiedź moją stronę
Kwiecień 6, 2010
Link
Miło, że słowo WTEDY zostało aż tak dosadnie podkreślone :) Równie dobrze można podkreślić TERAZ w odniesieniu do aktualnie panujących zasad. Język to żywe, stale ewoluujące narzędzie, niemniej w przeciwieństwie do Pana Autora od zabaw nim wolę trzymanie się reguł panujących a tego typu „zabawy” są dla mnie po prostu rażące. Skądinąd wiem, że nie tylko dla mnie. Pozdrawiam poświątecznie i życzę miłych zabaw językowych.
Odwiedź moją stronę
Kwiecień 7, 2010
Link
Polecam autorce poezję lingwistyczną czy chociażby lirykę Białoszewskiego ;) Być może w stosunku do języka wyraża się coś więcej niźli tylko trzymanie się reguł? I być może dlatego ja mogę pisać, a autorka czytać..? Któż to wie? ;)